Ciekawa historia z ASO

Moderator: luk4s7

Awatar użytkownika
OMM
Posty: 80
Rejestracja: 11 mar 2018, 19:55
Auto: LJ70 2.4

Ciekawa historia z ASO

Post autor: OMM »


Awatar użytkownika
kylon
Klubowicz
Posty: 18072
Rejestracja: 04 kwie 2007, 21:32
Auto: BJ42
Kontakt:

Re: Ciekawa historia z ASO

Post autor: kylon »

Tak ale sam film i tłumaczenie dramatyczne. Zamiast zrobić pomiar geometrii gość lata z miarką i nie ma pojęcia o land Cruiserach. Namawia kogoś aby wydał zdalnie opinię bez oglądania samochodu. Zapewne jest awaria i coś jest nie tak z samochodem ale ramę się mierzy w określony sposób a nie miarką na śrubach mimośrodowych. Przecież to normalne, że z każdym ustawieniem śruby ta odległość się zmienia.

Awatar użytkownika
Jake
Moderator
Posty: 2486
Rejestracja: 12 cze 2017, 01:57
Auto: Toyota 4-Runner 3.4 V6 1991
Kontakt:

Re: Ciekawa historia z ASO

Post autor: Jake »

Ja kliknalem w link, zobaczylem aparycje goscia, opis i "sensacje wiszaca w powietrzu" i odpuscilem, nie moj typ materialow.

Awatar użytkownika
luk4s7
Moderator
Posty: 3399
Rejestracja: 15 gru 2013, 23:32
Auto: Kiedyś znowu pewnie LC
Kontakt:

Re: Ciekawa historia z ASO

Post autor: luk4s7 »

Zgadzam się z powyższymi opiniami. Nie jestem w stanie zdzierżyć i obejrzeć całego (z resztą nie tylko tego jednego filmu z tej stajni). Strasznie dużo pitolenia i wywodów. Anyway. Miarka i poziomica na warsztacie który chce być profesjonalny to faktycznie mało profesjonalna metoda. Z drugiej zaś strony film jest dla gawiedzi więc stosowanie tak podstawowych metod działa na wyobraźnię i bez żadnych wątpliwości ukazuje partactwo.
Cóż… sama sytuacja, bez rozstrzygania kto zawinił to po prostu dramat. Ciężko mi uwierzyć że takie coś mogło wyjść z jakiegokolwiek warsztatu. O ASO nie wspominając nawet.

Awatar użytkownika
Templar
Posty: 990
Rejestracja: 18 lip 2012, 13:08
Auto: Hilux 2011 3.0
Kontakt:

Re: Ciekawa historia z ASO

Post autor: Templar »

Nie do końca gościa lubię ale materiał wydaje się spinać. Co do metody pomiarowej gość sam wspomina że jest to prosta wizualizacja dla widzów aby łatwo pokazać rozbieżności, a konkretną diagnozę, niezależnie od tego, wykonało dwóch rzeczoznawców oraz stacja diagnostyczna.
Jestem absolutnie, całkowicie, świecie przekonany o prawdziwości zarzutów. Jako częsty klient warszawskich ASO Toyota (oraz innych marek), chciałbym móc powiedzieć że wiem o który serwis chodzi, ale niestety podobne doświadczenia mam w kilku i tylko części z nich opisywałem na forum, bo albo nie dotyczy Toyoty, albo modeli 4x4. Niestety jestem tym drobnym klientem z mikroflotą więc zamiast szarpać się po kilka lat w sądach musze naprawiać we własnym zakresie aby auto pracowało.
Faktem jest że poziom ASO szoruje teraz po ziemi i mając nawet teraz oddać LC na przegląd okresowy, zastanawiam się gdzie jest najmniejsza szansa że coś przy okazji spierdolą (a musze do ASO bo leasing...).
Językiem obowiązującym aktualnie w wielu serwisach jest ukraiński i o ile nie mam absolutnie nic przeciwko pracownikom ze wschodu, bo sam zresztą wielu zatrudniam, o tyle szczebel kierowniczy który pozwala na przenoszenie wschodniej kultury pracy na miejscowe zakłady to jakiś dramat.

Awatar użytkownika
tadeo
Klubowicz
Posty: 1431
Rejestracja: 18 kwie 2008, 22:48
Auto: VDJ 76 i 150
Kontakt:

Re: Ciekawa historia z ASO

Post autor: tadeo »

Lubię takie pitolenie i bicie piany.
1. Powiedzcie mi, co za idiota idzie naprawiać auto do ASO, które służy do obsługi przeglądowej samochodów a nie naprawy powypadkowej i nawet mały Franio wie, że ASO zrzuca to do Gienia z blaszakiem na obrzeżach "zadupia".
2. Najpierw teoria że musieli bo leasing a potem że nie dali faktury do ubezpieczenia. To po co dali do ASO?
3. Przy tak dużej szkodzie blisko 50% mogli żądać kasacji auta.
4. Jeśli ubezpieczyciel wycenił szkody to określił sposób naprawy, więc jak by wydał zgodę na wypłatę kasy z ubezpieczenia? Dlatego nie zwieli kasy z AC?

Projektuje serwisy dla ciężarówek różnych marek, rama w posadzce do prostowania ram tych aut, to norma i prostowanie ram również, więc w mojej opinii po pierwsze można było tą ramę wyprostować i wykonać właściwą naprawę i nie za tyle milionów monet.

Wygląda to na historię w stylu, rozwaliłem auto, nie zgłaszajmy do ubezpieczenia bo podniosą składki, firma i tak zapłaci, wiec wyceń naprawę no tak wiesz, poniżej 50% i się "podzielimy".
A plan miał być "ku..wa zajebisty".

NIe wiem po co jechanie po toyocie, wiem ze toyota się nie pitoli i jak ktoś robi przekręty wylatuje z sieci i po temacie, dwa takie przypadki były już w Krakowie.

Awatar użytkownika
kylon
Klubowicz
Posty: 18072
Rejestracja: 04 kwie 2007, 21:32
Auto: BJ42
Kontakt:

Re: Ciekawa historia z ASO

Post autor: kylon »

Co do jakości Templar masz wiele racji. Nie jest kolorowo. Wierzę też w prawdziwość tej historii ale w zasadzie nie ma w tym materiale dowodów na rację pokrzywdzonej strony:
- nie ma materiału filmowego z jazdy. Wszyscy twierdzą, że jest coś nie tak ale nikt nie mówi co. Ściąga? Krzywo kierownica? Są wibracje ? Cokolwiek innego? Przecież da się to pokazać.
- Pani Rzecznik też stwierdza, że flotowcy stwierdzili, że jest coś nie tak. Ale co konkretnie? Ponad 30 lat pracy w motoryzacjo pozwala mi stwierdzić, że w większości są to kolesie bez motoryzacyjnej wiedzy ale sprawni w pobieraniu pod stołem prowizji za zlecanie napraw zewnętrznym podwykonawcom.
- ja bym zdjął wahacz i zobaczył w jakim stanie są otwory do geometrii. Jakie części zostały wymienione. Kwota naprawy pozwala domniemywać, że zostało zdjęte nadwozie w celu prostowania ramy. To wszystko jest do sprawdzenia na żywo. Będzie widać co było odkręcane a co nie.
- można było zrobić materiał na geometrii - czarno na białym pokazujesz co jest nie tak. Gdzie uciekają parametry.

Te pęknięcia korozji na spawach to przecież standard w LC. Chyba że czegoś nie widać w kamerze.
Obrazek

Tu widać faktycznie pęknięcie ramy co jest bezdyskusyjne.

Obrazek

- No a tu sami wiecie, że jest pod tą śrubą fasolka prawie 3 cm długości zatem przekręcanie tej śruby powoduje przestawienie wahacza względem ramy. Może trzeba zacząć od prawidłowego ustawienia geometrii o czym też wiemy, że nie każdy potrafi to zrobić dobrze. Może jeden wahacz jest stary (nie widzę dokładnie bo drugi ma nowiutkie naklejki) i stoją śruby. Wtedy dopasowali geometrię do tego stojącego co też jest oczywiście karygodne.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Tu w dolnej części też widać typowe pęknięcia korozji na spawach w Toyocie chyba że faktycznie jest pęknięta rama czego dokładnie nie widać.

Obrazek

Po prostu ten film jest o niczym i nie pomaga w sprawie. No taki pomysł na życie. Filmiki na Youtube co jest teraz w modzie.


Wysłane z iPhone za pomocą Tapatalk

Awatar użytkownika
kylon
Klubowicz
Posty: 18072
Rejestracja: 04 kwie 2007, 21:32
Auto: BJ42
Kontakt:

Re: Ciekawa historia z ASO

Post autor: kylon »

Jak dodać tu filmik? Nakręciłem obalenie całej teorii przykładania miarki do śrub regulacyjnych.
A nie wspomnę już o przykładaniu poziomicy do ruchomych części jak zderzak czy chlapacze.

Awatar użytkownika
Jake
Moderator
Posty: 2486
Rejestracja: 12 cze 2017, 01:57
Auto: Toyota 4-Runner 3.4 V6 1991
Kontakt:

Re: Ciekawa historia z ASO

Post autor: Jake »

Nie dodasz nagrania na forum, nawet zdjecia przepuszcza w mini rozmiarze i slabej jakosci. YouTube , google drive, itp i podlinkowanie.

Awatar użytkownika
kylon
Klubowicz
Posty: 18072
Rejestracja: 04 kwie 2007, 21:32
Auto: BJ42
Kontakt:

Re: Ciekawa historia z ASO

Post autor: kylon »

To nie umiem. Mogę komuś podesłać to wrzuci.

Awatar użytkownika
kylon
Klubowicz
Posty: 18072
Rejestracja: 04 kwie 2007, 21:32
Auto: BJ42
Kontakt:

Re: Ciekawa historia z ASO

Post autor: kylon »

Na razie tu wrzuciłem w komentarzu.

https://www.facebook.com/groups/LandCru ... 502951624/

Awatar użytkownika
Templar
Posty: 990
Rejestracja: 18 lip 2012, 13:08
Auto: Hilux 2011 3.0
Kontakt:

Re: Ciekawa historia z ASO

Post autor: Templar »

Tadeo - ludzie, a szczególnie firmy, oddają samochód na naprawę do ASO bo zazwyczaj to jakaś iluzoryczna gwarancja że naprawa zostanie wykonana na jakimś tam poziomie. Dodatkowo bardzo często wymaga tego leasingodawca więc nie ma nawet opcji na dyskusje.
Co do reszty, może skomentuje to moim przykładem, z zeszłego miesiąca.
Rozbita Corolla- uszkodzony przód. Auto firmowe. Skierowane do serwisu (blacharski, nie ASO), w porozumieniu z ubezpieczycielem. Polisa na stan fabryczny, na częściach Toyoty. Po przedłużającej się batalii serwis wydaje auto. Nie ja odbieram, więc mam okazje zobaczyć je dopiero pod firmą. Już z auta widzę że coś poszło nie tak. Części do siebie nie pasują, jest jakiś problem z lakierem. Wzywamy rzeczoznawcę- większość części nie wymieniona tylko klepana/ ze szrotu. Szpachli tyle że czujnik nie łapie że pod spodem jest blacha. Elementy stykające się nie cieniowane, ale to dobrze, bo tam gdzie pomalowali to paprochy, skórka pomarańczy i pęknięcia glutów. Alufelga wyklepana młotkiem i wyszlifowana diaxem (dosłownie!), żeby była w miarę okrągła i płaska. Dodatkowo pourywane elementy które nie były uszkodzone w wypadku.
Rozliczenie bezgotówkowe z ubezpieczycielem. Pan na infolinii mnie informuje że zasadniczo nic mu do tego. Oni zakładowi potrącą za realizację, ale jak mi się coś nie podoba to mogę już poza nimi zakładać sobie sprawę w sądzie i się bujać na własną rękę przez kolejne 5 lat.

Co do magicznej centrali Toyoty i odbierania autoryzacji sam się z nimi bujałem i dzwoniłem próbując się doprosić żeby ktoś naprawił drzwi w hiluxie (woda wlewająca się głośnikami do środka), ale odpowiedzi na maila niestety nie doczekałem się do chwili obecnej a pani na infolinii także była uprzejma mnie poinformować że im też nic do tego i mam gadać z ASO gdzie auto kupiłem. Oczywiście dreny naprawiłem samodzielnie bo ASO po trzeciej wizycie z drzwiami napełnionymi wodą, odmówiło wydania nawet protokołu serwisowego ze zajście miało miejsce.

Także moje odczucia na ten temat są dość jednoznaczne.

Awatar użytkownika
tadeo
Klubowicz
Posty: 1431
Rejestracja: 18 kwie 2008, 22:48
Auto: VDJ 76 i 150
Kontakt:

Re: Ciekawa historia z ASO

Post autor: tadeo »

Templar pisze:
19 wrz 2023, 18:35
Tadeo - ludzie, a szczególnie firmy, oddają samochód na naprawę do ASO bo zazwyczaj to jakaś iluzoryczna gwarancja że naprawa zostanie wykonana na jakimś tam poziomie.
Także moje odczucia na ten temat są dość jednoznaczne.
Za chwilę u nas będzie jak w USA, że nikt nie będzie naprawiał aut po stłuczkach.
Ja mógłbym książkę napisać na temat i ASO i serwisów 4x4.
Wniosek jaki wyciągnąłem po 25 latach mojej historii z motoryzacją wszelkiej maści, nie stać mnie na stare auto a szczególnie na jego serwis a jeszcze szczególniej na czas poświęcony na naprawy i po prostu brak auta w tym casie, czekanie na części, eksperymenty przeważnie nie skutecznych napraw.

Największy hit, miałem podobne zderzenie moją 90 (jakieś 20 lat temu) z busem pełnym babć jadących do Częstochowy. Kilka dni po oddaniu do ASO w Krakowie, części z mojej toyoty wylądowały na allegro :) moje auto jeździło sobie po mieście (a ja oficjalnie dostawałem info, że czekamy na coś tam).
Finał finałów dowiedziałem się, że auto było naprawiane jakieś 50 km od Krakowa i co dziwne, rzeczywiście wszystko wymieniono na nowe elementy, aż do przesady (czyli te dobre części a wymienione poszły na allegro).

ODPOWIEDZ