Toyota Land Cruiser Owners Club Poland

Największy, najlepszy, jedyny klub Toyota Land Cruiser w Polsce.
Dzisiaj jest 22 wrz 2018, 23:21
www.tlc-camp.pl/sklep/


Strefa czasowa UTC+1godz. [letni]




Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 71 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4, 5  Następna
Autor Wiadomość
Post: 16 lut 2010, 1:48 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: 31 maja 2007, 22:33
Posty: 1268
Lokalizacja: Katowice
Auto: HZJ 80
Pomyślałem ostatnio że skoro jeżdżę po okolicy i trochę zwiedzam różne fajne miejsca to może z każdego takiego wyjazdu skrobnę parę słów. Może komuś niektóre z tych informacji przydadzą się do zaplanowania swoich kolejnych podróży. Może zobaczy na zdjęciach - które będę starał się tutaj zamieszczać, miejsce które tak go zachwyci że postanowi tam jechać, a może po prostu uda mi się kogoś ostrzec przed mega wtopą, o co też nie trudno w tym pięknym i rzekomo gościnnym kraju :)

O tym pomyślałem a dzisiaj Fobos przekonał mnie że może to ma i sens :)

Pierwsze informacje dość przydatne odnośnie wjazdu do Maroka umieściłem już w innym wątku ale myślę, że warto je powtórzyć:

Cena paliwa:
Diesel - 7,20 MAD
Benzyna 10,50 MAD
1 MAD (dirham) = ok. 0,40

to stan na początek 2010roku

Promy:
strona przewoźnika: www.frs.ma
Bilety można kupić na każdej stacji benzynowej przy autostradzie (kolorowe budki zaczynają się już od 50km przed), warto wykupić przejazd w obie strony - powrót jest ważny przez 1 rok.

Szybkie promy (35minut):
Tarifa - Tanger: od 9.00 co 2 godziny aż do 23.00
Algeciras - Ceuta: od 7.30 co 3 godziny aż do 19.30

są oczywiście również inne połączenia nawet z Genuii :) ale te wydają się być najtańsze i najpopularniejsze
Koszt:
zależny od pory roku ponieważ linie organizują co chwilę różne promocje, oficjalnie jednak wg cennika w dirhamach:

Auto z kierowcą: 930
Pasażer: 370
Motor: 310
Przyczepa do 2m: 420
Przyczepa pow 2m: 930
Rower: 176

Dostępność bankomatów:
Na północy kraju w każdym mieście bardzo duża ilość. Podobnie zresztą w samym Marakeszu i Agadirze.
Natomiast w pozostałych miastach głównie na południu lepiej mieć ze sobą gotówkę. Na stacjach benzynowych płacenie kartą to raczej jeszcze rzadkość. Wymiana waluty najlepiej w banku lub na poczcie jeżeli ma specjalne do tego przeznaczone okienko (np Poczta w Marrakeszu na placu Dżemaa el-Fma, ma osobne okienko z boku budynku).
Inny wariant to wymiana w hotelu, ale nie opłaca się większej ilości tam wymieniać. W Banku kurs euro to około 11 dirhamów. W hotelu zaledwie 10 dirhamów.

Dostępność alkoholu:
Wiadomo że polak lubi się napić i niektórzy cierpią okrutnie jak nie mogą w maloniczym miejscu już 4ty dzień z rzędu napić się czegoś mocniejszego :) wiec alkohol jest dostępny przede wszystkim w hotelach - kosztuje tam oczywiście od 200% do czasami i 1000% drożej niż w sklepie. Sieć sklepów które mogą sprzedawać alkohol to "Marjane" i "La bell vie" oraz "Acima" (ta ostatnia to znana w polsce sieć Auchan :)), niestety żeby bardziej sprawę skomplikować to nie w każdym z tych sklepów można kupić alkohol. Pod tym względem można tylko liczyć na Marjane'a.
Ceny różne - chyba trochę droższe niż w Polsce. Np najbardziej "luksusowe" 0,5 Heinekena w puszcze to około 19dirhamów. Dobre lokalne piwo to "Casablanca". Ale jest tu zdecydowanie duży wybór miejscowych win. Bardzo dobre i całkiem tanie.

Stacje benzynowe:
Jakość paliwa bez zastrzeżeń. Przy autostradach bardzo dobrze wyposażone stacje (zazwyczaj można płacić kartą), nawet knajpy bardzo dobre.
Poza autostradami płatności raczej już gotówką. Znane tutaj marki to Shell i OiLibya oraz wiele lokalnych marokańskich. Dostępność ogólnie bardzo dobra. w każdym mniejszym miasteczku znajdziecie stację benzynową.

Jedzenie:
Bardzo mało się słyszy o jakichś dolegliwościach wynikających z zatruć. Jedzenie całkiem smaczne. Tradycyjne to Tajine (Tażin - nie mylić z Jożinem) - czyli mięso z warzywami gotowane na glinianym talerzu pod taką stożkowatą przykrywką również zresztą glinianą. Niektóre knajpy oferują również Tażina z ryb. Nie jadłem.
Kolejna to Kefta - bardzo prosta i smaczna: mięso mielone z różnymi przyprawami (najczęściej pietruszką) smażone na grilu w postaci mniejszych kulek, podawana z pomidorami i chlebem,
To co warte polecenia to Friture Mixte du Poisson - mieszanka smażonych ryb - ale również w tym i krewetek i kalmarów i ośmiornic. Najczęściej z ryb są dwa rodzaje czyli sardynka i sola. Ja uwielbiam i jadam regularnie :)
Zupa Harrira, to tradycyjna marokańska zupa znana najbardziej z tego że jest zawsze pierwszym spożywanym tutaj posiłkiem po zapadnięciu zmroku w trakcie ramadanu. To taka warzywna zupa z dużą ilością gotowanej cieciorki i dyni.

Oczywiście jak i w Polsce znajdziecie sporo różnych lokalnych fast foodów, ale również i tych sieciowych o zasięgu międzynarodowym :) nie widziałem drugiego takiego kraju w Maghrebie w którym jest taka ilość McDonaldów, KFC i Pizza Hut. W tych ostatnich pizza nie smakuje tak jak w Polsce :(

A do frytek przeważnie podaje się tutaj musztardę.

Mapy:
z elektronicznymi jest słabo - jedna z najpopularniejszych ale niestety bardzo niedokładnych dostępna jest tutaj: http://www.voyages4x4.com/preparation/c ... s-du-maroc
Natomiast bez problemu można kupić na każdej stacji mapy Michelina 1:100 000 - całkiem dokładne i dla lubiących papier bardzo przydatne, a co najważniejsze aktualne!!

To tyle tytułem wstępu, a jutro krótka relacja z wypadu weekendowego.


Na górę
 Wyświetl profil  
 
www.passion4travel.pl
Post: 16 lut 2010, 13:04 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: 31 maja 2007, 22:33
Posty: 1268
Lokalizacja: Katowice
Auto: HZJ 80
Jest jeszcze jedna mapa o której zapomniałem:
http://www.island-olaf.de/travel/marokko/gps.html

sugerowane jest podzielić mapy przed wysłaniem do odbiornika na mapę drogową i topo.


Na górę
 Wyświetl profil  
 
Post: 17 lut 2010, 2:46 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: 31 maja 2007, 22:33
Posty: 1268
Lokalizacja: Katowice
Auto: HZJ 80
Kiedyś przeglądając Google.earth zauważyłem bardzo fajnie umiejscowiony fort na południe od Sidi Ifni. W ten piątek po pracy postanowiłem go w końcu odwiedzić.
Bez wdawania się w szczegóły pojechałem z Casablanki autostradą na Marrakesz a potem odbiłem na Agadir. Na zamieszczonej poniżej poglądowej mapce pokazuje trasę właśnie z Agadiru.

Obrazek

Pierwszym moim punktem był wspomniany Fort Aoreora, do którego dotarłem nad samym ranem. Droga dojazdowa jest niesamowicie uciążliwa, praktycznie cały czas po ostrych skałach. W miejscach gdzie pojawia się piasek pista poprzecinana jest poprzecznymi strumieniami o głębokości najczęściej 0,5 metra ale bywały też i takie 1 metrowe. Pewnie gdybym jechał za dnia byłoby łatwiej – można by szukać objazdów, a tak to mordowałem się niesamowicie żeby je w końcu pokonać. Jeżeli to jedyna droga a wszystko na to wskazuje, to jej stan eliminuje możliwość dojazdu pojazdów bez 4WD i w dodatku z minimalną ilością niepotrzebnych plastików.
Sam fort to pozostałości po armii hiszpańskiej o czym z dumą informuje wymalowany byk na pozostałościach jednego z budynków. Jest usytuowany nad brzegiem oceanu nad uskokiem skalnym. Poniżej płynie oued, a po drugiej stronie ouedu niesamowite wrażenie robią ogromne wydmy. Jakby pustynia wchodziła w ocean.

Obrazek

Obiekt jest w totalnej ruinie i nie wiele z niego pozostało. Są mury zewnętrzne, w niektórych miejscach w całkiem dobrym stanie ale środek to same kamienie.

Obrazek

W kierunku południowym od fortu można znaleźć wrak statku i czołgu. Nie rozszyfrowałem niestety czy to czołg z czasów II wojny światowej czy późniejszy. W ramach działań wojsk alianckich w Afryce, amerykanie wylądowali właśnie w Maroku i ruszyli później w kierunku Algierii i Tunezji. Kto wie, może to ich pozostałości. Zdjęcia niestety nie zrobiłem bo wybrałem się tam na spacer nie zabierając aparatu a potem już nie chciało mi się wracać żeby zrobić same fotki. Najważniejsza uwaga jest taka że wokół wraku czołgu jest sporo śladów węży (lub nawet żmij), więc czujność w tym miejscu zdecydowanie wskazana :)
Najważniejsze jednak w tym miejscu to plaża. Jest przepiękna. Pozbawiona wszechobecnych wzdłuż Maroka skał. Bardzo szeroka, powoli schodząca do oceanu. Niewielkie fale i widoczność na kilka kilometrów w każdą stronę. Warto tu przyjechać dla samego widoku.
Była sobota rano i postanowiłem na wieczór znaleźć się na campingu Fort Bou Jeriff. W tym celu obrałem drogę początkowo wzdłuż ouedu a potem kierując się na północ, dojeżdżając na wysokość miejscowości Guelmim. Tam wjechałem na drogę asfaltową która wiedzie właśnie z Guelmim nad ocean w kierunku na Plage Blanche. Po kilku kilometrach dość dobrze oznaczony zjazd w lewo i jestem na kolejnej szutrowej drodze aż do campingu.
Bou Jeriff to znany wśród offroadowców obiekt. Założony w latach 90tych pięć lat temu wykupiony przez parę marokańsko francuską powoli odżywa. Ogólnie można pisać w samych superlatywach, bo i czysto, są sanitariaty, można wykupić jakiś mały pokoik ale też i cały domek.
Szczegóły dla zainteresowanych na tej stronie: http://www.boujerif.com
Ja wieczór spędziłem przy zimnym piwie i psie Wiktorze – trochę nieposłuszny kundel ale polubiliśmy się.
Poniżej zdjęcie nie moje ale z ich galerii:

Obrazek

Do tego fortu są 3 drogi dojazdowe.
Jedna asfaltowa a następnie szutrowa prowadząca z miejscowości Guelmim. Jest przejezdna dla każdego auta, nawet osobówki na niskim zawieszeniu.
Druga od strony miejscowości Sidi Ifni, podążając na południe wzdłuż oceanu. Gdzieś w połowie asfaltu znajduje się znak kierujący nas w lewo w kierunku gór. Na znaku widnieje napis „only 4x4”. Faktycznie kilka miejsc na trasie mogłoby być problematyczne gdyby jechać osobówką. Po drodze do pokonania strumyk, który czasami bywa wielką rzeką o czym warto pamiętać jeżeli ktoś uda się tam w porze deszczowej.

Obrazek

Trzecia droga to już hardcore. Tą samą wspomnianą już asfaltową drogą z Sidi Ifni do samego końca. Po przejechaniu przez oued droga i pista znikają i zaczynają się skalne pagórki po których należy przejechać. Niestety skały dość ostre – potrafią narozrabiać. Ta trasa jest dla tych co lubią wyzwania :)

Ja obrałem wariant drugi ponieważ chciałem zwiedzić fort od którego wziął nazwę camping a który jest nieopodal za górą. Fort Legii Cudzoziemskiej który funkcjonował jeszcze w latach 50tych. Ogromny obiekt niestety w ruinie. Do dzisiaj pasterze owiec i kóz wykorzystują go jako swoje zagrody. Obok płynie wspomniany już strumyk a pomiędzy rośnie kilka drzew i jest całkiem zielono. Chyba właściciele campingu tam podziałali bo wszędzie widać znaki z napisem „No camping” – a szkoda bo fajne miejsce – bardzo klimatyczne.

Obrazek

Jakby ktoś potrzebował na tym zadupiu kanału – to znajdzie go właśnie w forcie :) zresztą już przez kogoś oznaczony

Obrazek

Do drogi asfaltowej wiedzie szutrówka wśród pól. Ponieważ teraz mamy teoretycznie zimę to wszędzie dookoła jest zielono. W innych porach roku oczywiście widać że to pustynia :)

Obrazek

Przed dojazdem do Sidi Ifni warto zatrzymać się w pobliżu ouedu. Ja zjechałem z asfaltu i wjechałem na plaże bo zobaczyłem oznaczenie przy drodze że na plaży jest wrak. No i był.

Obrazek

Wjeżdżając do Sidi Ifni od strony południowej po lewej stronie jest stare lotnisko a po prawej koszary. Wszystko jeszcze funkcjonowało w latach 60tych. Na lotnisku ostatnio lądował ostrzelany przez front Palisario nad Saharą Zachodnią amerykański transportowiec w 1988roku.
Miasteczko to było przez dłuższy czas hiszpańską enklawą taką jak Melilla czy Ceuta. Dopiero w 1969roku odzyskali je Marokańczycy i od tego czasu popada w ruinę.
Ale różnicę widać gołym okiem. Przede wszystkim jest spokojniej, miasteczko ma swój klimat. Zabudowa głównie śnieżnobiała, w stylu pokolonialnym.
Na rogach ulic do dzisiaj widać tablice z nazwami ulic po hiszpańsku. W samym centrum wokół małego placyku z mikro zielenią stoi kilka bardzo ładnych budynków. Większość przerobiona na różne urzędy marokańskie. Jedyny który tam straszy a jednocześnie przypomina o niedawnych jeszcze czasach to ruiny dawnego konsulatu hiszpańskiego.

Obrazek

Od Sidi Ifni pojechałem na północ wzdłuż oceany, zatrzymując się na kawę na plaży Legzira (ok. 10km). Nad samą plażą kilka budynków z knajpami, i hotelami. Sporo surferów bo akurat w tym miejscu bywają spore fale. Widok na przecinające plażę łuki skalne – bezcenny :)
Niestety nad plażą już zaczynają budować jakiś mega obiekt turystyczny – podobno Saudyjczycy planują przerobić całą Plage Blanche w kurort. Jak zaleją to wszystko betonem i wypełnią niemieckimi sex-turystkami to nie będzie już po co tam przyjeżdżać …. chociaż?

Obrazek

W zasadzie na tym planowałem zakończyć już zwiedzanie bo była niedziela popołudnie a do domu miałem jeszcze parę godzin jazdy ale pomyliłem drogi. I dzięki temu natknąłem się na pasterzy wielbłądów w okolicach miasteczka Massa. Bardzo tam zielono ale przede wszystkim płasko . Więc odkryłem pewną zależność że jak już jest zielono i płasko to pasą się wielbłądy a jak zielono i górzyście to owce i kozy :)

Obrazek

No i na sam deser w samym miasteczku Massa dojrzałem taką oto perełkę:

Obrazek

Dalszy opis mojej drogi nie jest już ciekawy. Parę godzin walki na halogeny, dojazdówka autostradą i w środku nocy ląduje w końcu w domu.


Na górę
 Wyświetl profil  
 
Post: 17 lut 2010, 12:28 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: 31 maja 2007, 22:33
Posty: 1268
Lokalizacja: Katowice
Auto: HZJ 80
Ej no bo sie czuje jakbym sam do siebie pisał :)
żadnej szydery nawet nie puściliście? chyba się starzejecie :lol:


Na górę
 Wyświetl profil  
 
Post: 17 lut 2010, 12:41 
Offline
Klubowicz
Awatar użytkownika

Rejestracja: 04 kwie 2007, 21:32
Posty: 15024
Lokalizacja: Warszawa
Auto: BJ42
Mnie się tam podobuje. Jak się Libia posypie to pewnie do Maroka pojedziemy.


Na górę
 Wyświetl profil  
 
Post: 17 lut 2010, 12:57 
Offline
Klubowicz
Awatar użytkownika

Rejestracja: 05 kwie 2007, 10:19
Posty: 4003
Lokalizacja: wawa
Auto: classic hill
chcialbys :mrgreen: lachudro pustynna :lol:
fajna wycieczka i opis niczym slowacki i tony halik w jednym. dorzuce swoje trzy grosze
w guelminn jest najwiekszy targ wielbladow w maroko! z tego co pamietam piatek lub sobota?
latwo dowiedziec sie od lokalesow. co wazne godziny poranne , my zwleklismy sie z bou jeriff
kolo poludnia i dojechalismy na koniec tego targu. malownicza i autentyczna sprawa,
mnostwo ludzi zjezdza sie z calego kraju i terenow sahary - warto.
co do auroery - nasz samuraj na lysych fabrycznych kolkach 29" i z awariowanym reduktorem :evil:
byl bez szans zeby tam sie dotaszczyc a przede wszytkim zabraklo czasu,niestety. z tego co piszesz
mysle ze najszybciej mozna dojechac w to miejsce lecac poprostu plaza, chyba ze ktos lubi
rockcrowling, ja bym tak zrobil. wystarczy opanowac plywy, wczesneij sie przygotowac
teoretycznie lub poobserwowac wode pol godziny i juz wszycho widaomo. zreszta woda "zschodzaca"
czyli odplyw zostawia charakterystyczne "wezyki " na mokrym piochu a przyplywowa wchodzi na gladko.
w tych rejonach jest 1-4 roznicy na duze plaszcyznie wiec w wiekszosci miejsc loooz, tylko obserwowac.
tu znalazlem fajna stronke w sprawie plywow wod
http://www.mobilegeographics.com:81/zones/:Africa/
lecenie taka piaszcysta autobahna wzdloz atlantyku , bezenne!

ale tam zielono teraz :shock: przy forcie , my tarzalismy sie w kuru i piochu
nie ma jak zimne pifko w bou jeriff :wink:


Na górę
 Wyświetl profil  
 
Post: 17 lut 2010, 13:05 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: 28 cze 2009, 23:48
Posty: 598
Lokalizacja: Żyrardów
Auto: HDJ100
@boryś !
ale miałeś wenę - dzięki, że są jeszcze tacy, co się chcą dzielić tym, co wiedzą


Na górę
 Wyświetl profil  
 
Post: 17 lut 2010, 13:21 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: 31 maja 2007, 22:33
Posty: 1268
Lokalizacja: Katowice
Auto: HZJ 80
Masz rację Czobi - nie wspomniałem i o tej możliwości. Wyjeciało mi z głowy bo akurat był przypływ jak jechałem. Praktycznie cała trasa z Fortu Aoreora do asfaltowej drogi na wysokoći Guelmim jest do pokonania plażą - łącznie to około 40km. Faktycznie taka jazda przypomina najlepszą autostradę :)

Targ w wielbłądów w Guelmim jest w sobotę. Ale ja niestety ominąłem Gulemim w tym dniu bo jechałem pistami wzdłuż oceanu.

A co do zieleni to też byłem w szoku. Byłem w bou jeriff jakieś dwa tygodnie po Was i pamiętam jak tam wtedy wyglądało. Tylko piach i kurz. Teraz nie mogłem wyjść z podziwu jak natura jest w stanie sobie poradzić.


Na górę
 Wyświetl profil  
 
Post: 17 lut 2010, 14:20 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: 04 kwie 2007, 20:47
Posty: 3154
Lokalizacja: Karsznice
Auto: VZJ 90
Ja już rano miałem coś napisać, tylko nie zdążyłem do końca przeczytać. Ale już teraz przeczytałem wszystko i jest super, zrówno opis, jak i zdjęcia. Jeszcze trochę i wyjazd do Maroka będzie moim celem w 2011 r.
A z ciekawości spytam, trzeba mieć jakąś wizę, czy wystarczy paszport. A i jak ze szczepieniami, trzeba koniecznie, czy można bez, bo jakoś nie lubię igieł ;).
Oczywiście czekamy na dalsze fotorelacje. Mogą być z dnia powszedniego, czyli dojazd do pracy, powrót do domu itp...., bo dla nas to i tak egzotyka :).


Na górę
 Wyświetl profil  
 
Post: 17 lut 2010, 14:52 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: 31 maja 2007, 22:33
Posty: 1268
Lokalizacja: Katowice
Auto: HZJ 80
Na wjazd do Maroka wystarczy sam Paszport.
Masz prawo tu przebywać przez 3 miesiące. Żeby było dziwniej to jeżeli wjedziesz autem to auto może tu przebywać aż 6 miesięcy. Nie rozgryzłem tego ale jest zbyt wiele administracyjnych zagadek w tym kraju nad którymi nie chce mi się nawet zastanawiać.

Ja szczepień nie robiłem żadnych mimo iż tu mieszkam. Kiedyś przechodziłem żółtaczkę (jeszcze jak mieszkałem w Tunezji) i rzekomo mam być już uodporniony. Jak to będzie to zobaczymy. Na razie jem wszystko i wszędzie i nie narzekam.

Prawde powiedziawszy to bardzo mało osób tutaj choruje - mam na myśli turystów z europy. To nie egipt, gdzie wszystko można zwalić na flore bakteryjną. Zdarzają się jakieś drobne zatrucia pokarmowe ale bardzo rzadko i przeważnie to chyba kwestia tylko przyzwyczajenia się do wody.


Na górę
 Wyświetl profil  
 
Post: 17 lut 2010, 15:03 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: 07 kwie 2008, 20:32
Posty: 664
Lokalizacja: Gliwice
Auto: hdj80,wili,Lapl
Super opisy i informacje Borys, wklepuj co masz :)
Moze lepiej bedzie jak ktos ten temat przyklei, wyczyszci z innych niewnoszacych postow ( jak ten moj teraz) i niech to zostanie w formie praktycznego poradnika dla kogos kto chce jechac.


Na górę
 Wyświetl profil  
 
Post: 17 lut 2010, 18:34 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: 31 maja 2007, 22:33
Posty: 1268
Lokalizacja: Katowice
Auto: HZJ 80
@Drako, ja jestem wrogiem wycinanek - więc wolę żeby każdy post został :) poza tym nie wszystko jestem w stanie od razu wpisać bo czasami o czymś zapomnę i każda uwaga oraz pytanie jest ważne. Jak to mówią: nie ma głupich pytań, są tylko głupie odpowiedzi.

@Fobos, nie wiem czy jak Wam przedstawie mój dzień powszedni to przestaniecie tu zaglądać :) wkońcu większość z Was siedzi teraz w biurach, za oknem szarówa i śnieg po kolana.
A tutaj to troche inaczej wygląda :)

Przede wszystkim nie mam jeszcze czegoś takiego jak biuro bo do niczego nie jest mi to potrzebne. Pracuje w domu, jeżdżę na różne spotkania - i wówczas najczęściej nie mam aparatu ze sobą żeby robić zdjęcia. Mieszkam pod Casablanką około 15-20km w miejscowości Dar Bouazza. To taka mieścina wypoczynkowa dla całej Casy. Większość ludzi tu zjeżdża w weekendy. No i oczywiście w wakacje jest tu również pełno wczasowiczów. Natomiast w tygodniu, cisza i spokój i o to mi chodziło :)

Tak więc mój dom to moje biuro i oto i one:

Obrazek

Dzisiaj jak zwykle - robie to średnio 2-3 razy w tygodniu udałem się na obiad na "rybki". Przyznaje że to mój mały fetysz. Uwielbiam je. Panowie w knajpie mnie zaskoczyli bo nawet nie przyjeli zamówienia tylko podali to co zwykle :)
Czyli wspomniane już gdzieś wyżej "Friture mixte poisson", dla wzrokowców tak to mniej więcej wygląda:

Obrazek

Taki obiad kosztuje średnio 70 dh (około 28zł) ale można w innych miejscach dostać zdecydowanie taniej. Jest takie skupisko knajp na samym wjeździe do Safi. Tam obiad tego typu to koszt 16zł (40DH). Kiedyś zrobie jakieś zdjęcie jak tam podjadę.
Tak na marginesie jestem jedyną osobą która w miarę kulturalnie wg naszych zwyczajów tam je. Tubylcy wszystkie ości, pestki z oliwek i inne odpadki rzucają na stół gdzie popadnie byle nie talerz. Stąd zresztą te gustowne papierowe obrusiki. Kelner je po prostu zwija i wyrzuca wraz ze wszystkimi odpadkami. Ja się nie umiem jeszcze do tego obyczaju zmusić :) poza tym boje się że kiedyś wrócę do polski i sobie siary narobie w jakiejś knajpie :)

W drodzę powrotnej uchwyciłem kawałek wybrzeża:

Obrazek

W poście wyżej wspominałem o niesamowitej Plage Blanche. Jej atrakcyjność polega głównie na prawie 200km długości piaskowej, szerokiej pięknej plaży. Pozostałem plaże wzdłuż Maroka wyglądają niestety jak to na zdjęciu powyżej. Czyli skały, kamienie i wysokie fale. Oczywiście jest parę miejsc gdzie jest też i piasek, np Agadir albo Essaouira. Obydwa miasta z automatu stały się ośrodkami turystycznymi.

Chociaż wysokie fale też przyciągają, Maroko słynie z miejsc idealnych do nauki i uprawiania surfu. Jest pełno małych szkółek. Na zdjęciu powyżej ten biały namiot to właśnie taka szkółka.
A tu dzieciaki kursanci (w środę dzieci tutaj chodzą do szkoły tylko do 12tej a potem mają wolne, za to dymają też w soboty):

Obrazek

No i już na samo zakończenie żeby bardziej Was nie denerwować w to zimowe popołudnie, po pysznym obiedzie przyszedł czas na kawkę w jednej z moich ulubionych knajp. Lubie tam wpadać bo właściciel najczęściej puszcza Jimiego Hendrixa co w połączeniu z widokiem oceanu robi przyjemne ogólne wrażenie.

Taki mały relaks, przy popołudniowej kawce :)

Obrazek


Na górę
 Wyświetl profil  
 
Post: 17 lut 2010, 22:36 
Offline
Klubowicz
Awatar użytkownika

Rejestracja: 17 sie 2008, 22:14
Posty: 1857
Lokalizacja: Rataje Słupskie
Auto: 4Runner
No ja ze swojej strony mógłbym tylko napisać że wypadało by odwiedzić ze względu na niedosyt w spożyciu ryb (udało się tylko raz w fajnej knajpce w Asillach). Wybrzeże atlantyku pominęliśmy prawie całkowicie podczas naszej wycieczki a obiecaliśmy sobie wrócić aby poznać ten kraj lepiej. Jak możesz to pisz jak najwięcej zawsze czytam wszystkie ciekawe opisy.
PozdrawiaM


Na górę
 Wyświetl profil  
 
Post: 27 lut 2010, 20:50 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: 31 maja 2007, 22:33
Posty: 1268
Lokalizacja: Katowice
Auto: HZJ 80
no dobra no to kontynuuje te moje wypociny :)

El Jadida
Ostatnio jakoś zupełnie nie miałem czasu w weekend pojechać gdziekolwiek więc dzisiaj w sobotę postanowiłem się jednak ruszyć. Żeby podróż nie zajęła mi zbyt dużo czasu podjechałem zwiedzić El Jedidę. To małe miasteczko którego największą atrakcją jest bez wątpienia ufortyfikowana starówka nad brzegiem oceanu. Ogólnie jest to bardzo ciekawe miejsce. Jednak ponieważ odwiedzane jest głównie przez Marokańczyków więc i czas tam jakby się zatrzymał. Oczywiście Marokańczykom nie przeszkadza większość budynków popadających w totalną ruinę i to w miejscu w którym mogliby zrobić naprawdę „perełkę” turystyczną. No ale trudno – ja już się przyzwyczajam powoli do tej ich „znieczulicy”.

Obrazek

Ta twierdza miasto pochodzi z początku XVI wieku. Zbudowali ją Portugalczycy kilka lat po odkryciu przez Vasco da Gamę drogi morskiej wokół Afryki do Indii. Pierwotnie cytadela nosiła nazwę Mazagan. Jest to oczywiście widoczne na każdym kroku. Są tu niezliczone ilości knajpek, kafejek, małych hoteli i nawet małych sklepików które w nazwie mają Mazagan. Po drodze z Casy do El Jadidy jest nawet pole golfowe i cały resort o nazwie Mazagan.
Miasto teraz nazywa się El Jadida co po arabsku znaczy „nowa” i zmieniło nazwę podobno w XIX wieku. Ogólnie w trakcie zwiedzania zauważyłem dwa kościoły, meczet i synagogę :) co chyba stanowi rzadkość w miastach arabskich. Oczywiście meczet „działa”, kościół nr 1 to muzeum, kościół nr 2 to totalna ruina a w synagodze jest teraz jakaś galeria :)

Kościół hiszpański czyli kościół nr 2
Obrazek

Synagoga:
Obrazek

W ramach zwiedzania warto wejść na mury obronne które biegną dookoła całej twierdzy (nie jest ona specjalnie duża, ma kształt kwadratu a jeden bok to około 300metrów – tym bardziej mnie dziwi że nie mogą w tak stosunkowo mały obiekt wpompować trochę kasy i wyremontować to wszystko), co jakiś czas można zatknąć się na stare armaty.

Obrazek

Z dwóch stron mury biegną wzdłuż lądu, z jednej graniczą z oceanem (jest tam jakaś grobla odgradzająca cytadele od bezpośredniego kontaktu z falami) a z czwartej strony są pozostałości starego portu – coś w rodzaju kanału wchodzącego w ląd. Teraz służy głównie jako miejsce na pozostawienie łodzi rybackich. No i znowu znieczulicy arabskiej nie przeszkadza np. wrak sporego kutra który zajmuje kawał szerokości kanału.

Obrazek

Ciekawostką i dość ładnym obiektem jest cysterna portugalska w samym centrum tej twierdzy. Jest to zbiornik słodkiej wody wkomponowany w budynek. A w zasadzie w jego piwnicy. No i teraz największa ciekawostka. Ja byłem tym bardzo zdumiony. Okazało się że arabowie żyli tam od mniej więcej 1770 roku i …. jej nie odkryli. Zupełnie nie wiem jak można na tak małej powierzchni nie zauważyć zbiornika wodnego o wymiarach 34 x 33 metry. Cysterna została odkryta przez zupełny przypadek w 1916 roku przez jakiegoś sklepikarza który postanowił powiększyć sobie sklepik. Przekuł ścianę i tak odkryli ten dość wielki obiekt.

Cysterna od środka

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Nie jestem jakoś specjalnie spostrzegawczym gościem ale jak zwiedzałem cysternę to przykleiłem się do jakiejś wycieczki holenderskiej która miała przewodnika i który barwnie opowiadał o różnych walorach architektonicznych tego obiektu. Podobno w 1952r kręcono tam nawet kilka scen do „Otella”. Na zakończenie przewodnik pokazał poziom wody który był w cysternie kiedy ją odkryto. Kiedy wyszedłem na ulicę i spojrzałem na ziemie, aż wróciłem z powrotem do cysterny żeby porównać poziomy, bo jak mi się zdawało gość coś koloryzował bo rzekomy poziom wody kiedy ją odkryto był wyżej niż ulica :)

Podszedłem do tego dziadka przewodnika i zapytałem go o to. Bardzo się ucieszył że zwróciłem na to uwagę i powiedział że jego ojciec mu opowiadał jak to sklepikarz odkrywca wraz z całą zawartością swojego sklepu wypłynął na ulicę. Na zakończenie dodał że to była największa powódź w El Jadidzie :)

Niestety na moje pytanie jak to możliwe że nie zauważyli istnienia tak sporego obiektu w samym środku cytadeli nie znał odpowiedzi.
Na planie poniżej widać jaki to „niezauważalny obiekt” :)

Obrazek

Po zwiedzaniu udałem się do pobliskiej knajpki na talerz smażonych rybek i colę (cena 50DH – z minusów: trzeba jeść rękami bo nie mają sztućców, a z plusów: brak europejczyków w knajpie :)) .
Wracając do domu i nastrojony zwiedzaniem tego całkiem ładnego miasteczka nuciłem sobie piosenkę „Przewróciło się niech leży….”.

P.S.
A w drodze powrotnej znalazłem chyba przedwojenną stację Shella.

Obrazek


Na górę
 Wyświetl profil  
 
Post: 27 lut 2010, 23:38 
Offline
Klubowicz
Awatar użytkownika

Rejestracja: 23 lip 2009, 10:07
Posty: 384
Lokalizacja: Międzychód w krainie 100 jezior
Auto: FJ40, BJ45, HDJ100
Kurde Boryś mega zajebioza. Zdjęcia i opisy super.


Na górę
 Wyświetl profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 71 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4, 5  Następna

Strefa czasowa UTC+1godz. [letni]


Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Przejdź do:  
www.tlc-camp.pl


Technologię dostarcza phpBB® Forum Software © phpBB Group